Muszę przyznać, że byłem zmęczony.
Łapanie Kiry, rywalizacja z Nearem, szukanie Death Notea
te wszystkie wątpliwości, wyzwania, smutki i dziwne poczucie, że na końcu nie będzie happy endu. I napięcie, rosnące z każdą sekundą, minutą, godziną
z każdym dniem.
Jedno zdanie, tłukące się w nieskończoność po głowie.
Przecież to nie może się udać.
Niekiedy wspominam czasy, gdy byłem tylko rozwrzeszczanym rozrabiaką. Gdy mieszkałem w pokoju na poddaszu, w ogromnym sierocińcu. Myślę, że byłem wtedy szczęśliwy. Mogłem psocić z Mattem całymi dniami, dręczyć słabszych i wyłudzać czekoladę. Jedynym moim zmartwieniem było to, że Near jest zawsze krok przede mną.
Byłem wtedy zbyt głupi, by pojąć, że póki mam przy sobie Matta, nie powinienem przejmować się resztą świata. Nie myślałem, że Matt może kiedyś umrzeć, albo odejść.
Byłem naiwnie przekonany, że będziemy razem na zawsze.
Oczywiście, śmierci La również nie brałem pod uwagę. Bo przecież L był starszy, mądrzejszy i to zawsze on znał odpowiedź na każde pytanie. Wiedział, dlaczego czasem w pustym korytarzu rozlega się pukanie w ścianę, wiedział, jak szukać zaginionych skarbów i wiedział, jak mnie pocieszyć.
Ale
ale nawet ten wszechwiedzący L
Zostawił nas. Mnie i Matta. Samych. Tu, na tym smutnym świecie.
Szary, ponury poranek. Pełen napięcia. Matt pali jednego papierosa za drugim, ja nawet nie mam ochoty na czekoladę.
Milczymy.
-Matt
boisz się?- pytam cicho, patrząc gdzieś ponad jego ramię.
-czego?- odpowiada niewyraźnie z papierosem w ustach.
-że dzisiejsza akcja
się nie uda.
-a ty się boisz?
Boję się. Cholernie się boję.
Gdy nie usłyszał odpowiedzi, wzruszył ramionami i wypuścił ustami kłąb szarego dymu. Nawet nie mam sił, by nawrzeszczeć na niego, by palił te śmierdzące gówno na balkonie.
Sięgam nieco drżącymi dłońmi po tabliczkę czekolady. Ta wyślizguje mi się z palców i spada na podłogę. Słyszę niemiły trzask.
-boisz się.- stwierdza Matt i gasi w połowie wypalonego papierosa.
-wcale nie.- burczę i sięgam po kolejną tabliczkę.
-nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Przeżyjemy.- siada obok i patrzy w moje oczy, uśmiechając się.- na pewno nam się uda.
-kłamiesz.- warczę i zarzucam mu ręce na szyję.
-nie kłamię.- chichocze i całuje mnie.
Powoli zdejmuję z niego bluzkę. Czuję, że zaraz wybuchnę płaczem.
Mam okropne wrażenie, że kochamy się ostatni raz.
Musimy iść.
Nie ma czasu na rozmowę, pozostają nam tylko ukradkowe spojrzenia. Chciałbym powiedzieć tyle rzeczy, ale za każdym razem, gdy otwieram usta, nie mogę wykrztusić nic konkretnego. Po raz pierwszy mam paniczną ochotę wrócić do sierocińca. Do naszego pokoju na poddaszu. I gorącym, letnim wieczorem usiąść na parapecie na strychu i obserwować cienką, migotliwą linię morza, błyskającą na horyzoncie. Matt obiecał, że kiedyś tam pójdziemy.
Wzdycham cicho.
Już nie ma odwrotu. Idziemy na pewną śmierć, wiem to.
-nie martw się.- słyszę cichy głos Matta.- przecież to tylko jedna misja, prawda? Taka jak zwykle.- urywa na chwilkę, jakby sam chciał uwierzyć we własne słowa- rozchmurz się. Po powrocie zabiorę cię na gorącą czekoladę, co ty na to?
Milczę. Czuję, że głos odmówiłby mi posłuszeństwa. Zagryzam wargi.
Tak bardzo nie chcę, żebyś umierał.
Strzał.
Pierwszy, drugi, trzeci. I ciało Matta, osuwające się powoli na ziemię. Na jego piersi rozkwitają krwiste plamy a głowa opada bezwładnie.
Umarł.
Ta straszliwa myśl tłucze się po mojej głowie, ale ja nadal nie mogę w nią uwierzyć. Nie mam siły płakać. Przed oczami migają mi wspomnienia chwil, spędzonych razem z Mattem. Gdy śmialiśmy się razem, kochaliśmy się, psociliśmy i przekomarzaliśmy się. Te wszystkie kłótnie, żarty, chichoty, a nawet zwykłe milczenie.
Ostatnia osoba, którą kochałem, odeszła.
Przegrałem grę.
Zostałem sam.














Comments
dawno mi nic tak nie dowalilo, jak to ;3; jest piekne, i takie cholernie smutne, i... ;3;
...i znowu sie trzese xD;
--
~Near-haters
~Halle-Lidner-Haters
~We-Hate-Takada-club
[link] <- aww! bunny! *^ ^*
--
cactuar poweeer~! D8<
TT^TT
nienawidzę cię TT^TT. Tzn, you know what I mean.
Śliczne, ale mnie zawsze za serduszko ściska jak ktoś pisze coś takiego >.<
--
Sorry for my english
I'm from Poland XD
In love with own OCs ^^
--
cactuar poweeer~! D8<
dobre, dobre.
krótkie, smutne...
takie...twoje <3
i urocze...
ale to twoje opo. zawsze robią na mnie wrazenie.
cholera.
chyba masz poprostu taki styl pisania xD
jest coraz lepiej.
poprostu rozwijasz się XD
a nie tak jak ja z lenistwa stoisz w miejscu o3o
i dobrze XDDDDDDDDD
--
<3~
--
Sorry for my english
I'm from Poland XD
In love with own OCs ^^
--
cactuar poweeer~! D8<
kocham cię ;3;
--
cactuar poweeer~! D8<
ja ciem też <3'
i kiedy można się spodziewać kolejnego?
--
<3~
Previous Page123Next Page